Najnowsze wpisy

Losowe wpisy

Co się tyczy patogenezy?

Co się tyczy patogenezy, to u podłoża neurogennego chromania leży zmniejszenie strzałkowego wymiaru[...]

POLIP ŚLUZOWY MACICY

Polipy śluzowe macicy są małymi, miękkimi, uszypułowanymi tworami różnego kształtu i wielkości, wyc[...]

Lek krajowy i lek z importu

Po przepisaniu nam leku (patrz: „Recepta”) kupujemy go, po czym - jeszcze przed zażyciem - informuj[...]

LEKI Z GRUPY GLIKOZYDÓW NAPARSTNICY

Preparaty glikozydów naparstnicy, choć coraz częściej zastępowane przez różne nowe leki przećiwaryt[...]

Siateczka śródplazmatyczna

Siateczka śródplazmatyczna (endoplazmatyczna) dzieli się na gładką - 1 szorstką. Gładka stanowi sys[...]

Wiek XX, znacznie lepiej zbadany przez wielu badaczy w Danii, przynosi jedynie dane o dalszym pogłębianiu się tej tendencji, ale bynajmniej nie w katastroficznym tempie, jak pisano i mówiono po I wojnie światowej. Oto badania K. Aukena (1953) wykazały, iż w pierwszym trzydziestoleciu naszego wieku 49% kobiet zawierających związki małżeńskie

W Danii XVIII w. zaręczyny były instytucją kościelną. było w ciąży (oczywiście odsetek tych, które miały doświadczenia seksualne przed ślubem, musiał być znacznie wyższy). Tenże Auken stwierdził, iż 99% kobiet duńskich, które w ogóle miały za sobą stosunki płciowe, rozpoczęło je przed ślubem.

Jeśli na to tło historyczne rzucimy teraz dane współczesne – 82% kobiet mających stosunki przedmałżeńskie w Szwecji (Israel, 1970), 86% w tejże Szwecji według badań Zetterberga (1969) oraz 97% kobiet w Danii uznających takie stosunki za normalne i powszechne (Hertoft, 1968) – to nie uzyskamy obrazu rzeczywistości tak zasadniczo odmiennego od tego, jaki ukązały badania historyczne. I przynajmniej w odniesieniu do tych trzech krajów skandynawskich można powiedzieć, iż wiek XVIII, XIX i XX wykazywał w nich te same rysy i tendencje do swobody i liberalizmu seksualnego, przynajmniej w zakresie stosunków przedmałżeńskich. Mamy więc do czynienia z długim historycznym procesem transformacji i pogłębiania się jednej tradycji kulturowej i obyczajowej, a nie z eks- plozywnym wybuchem (serrploskm) całkiem nowej obyczajowości, jak głoszą dziennikarskie enuncjacje na ten temat. Podkreślmy raz jeszcze, że tak jest tylko w odniesieniu do praktyki i rzeczywistych zachowań seksualnych, a nie w odniesieniu do ideologii i filozofii seksu oraz całej otoczki propagandowej (i komercyjnej), które uległy w naszych czasach rzeczywistej transformacji i nie spotykanemu wcześniej rozwojowi.

Próba weryfikacji obrazu rzeczywistości seksualnej w Polsce z początku XX wieku

Wszystko to, co dotychczas zostało napisane w tym rozdziale, dotyczyło krajów skandynawskich. Czy istnieje jakaś możność sprawdzenia hipotezy o ciągłości procesów obyczajowych także na naszym, polskim terenie? Owszem, częściowo, i to w dwojakiej postaci: zarówno w formie zbadania uogólnionych ocen o stanie moralności, wypowiadanych w różnych źródłach o epoce sobie współczesnej, jak i (od końca XIX w.) w formie pierwszych, wycinkowych i niepełnych, ale już empirycznych prób badania etycznej i wychowawczej rzeczywistości seksualnej danej epoki.

Zacytujemy najpierw opinie uogólnione, które wykazują zarówno obecność pewnych zjawisk uchodzących dzisiaj za specyficzne zło naszych czasów, jak i ich rozpowszechnienie, według szacunkowych ocen ówczesnych autorów. I tak na rozbieżność głoszonej oficjalnie moralności i praktyki społecznej wyraźnie wskazuje Bolesław Limanowski (1890, s. 103): „Kwestia życia płciowego, usuwana od poważnego badania wy- krzykami zgorszenia i płytkimi dowcipami, a pomimo to wciąż poruszana w plastycznie przezroczystych utworach powieściowych, gdzie na wpół naga tajemniczość rozpłomienia tylko wyobraźnię, mści się okrutnie za takie lekkomyślne i niedbałe jej traktowanie. Nerwowość, ta klęska dzisiejszego społeczeństwa cywilizowanego, w znacznej części jest karą za obłudę społeczną w sprawie moralności płciowej”. W tej tezie Limanowskiego spostrzegamy nie tylko wyraźne wskazanie już w XIX w. „papierowego charakteru” tradycyjnej etyki mieszczańskiej, ale i analogię z całkiem współcześnie brzmiącą tezą o nerwicującym działaniu norm moralnych, które energicznie się lansuje w teorii, wiedząc, że w praktyce nie będą i nie mogą być stosowane. Znajdujemy też nie mniej „współczesny” argument w postaci stwierdzenia erotyzującego wyobraźnię działania środków masowego przekazu informacji (w tym przypadku książki).

W pierwszej polskiej Encyklopedii wychowawczej (1882), wydanej w Warszawie, w której sprawy seksualne są poruszane z właściwą epoce pruderią i za pomocą eufemizmów, znajdujemy raz po raz ślady ubolewania nad niemoralnością młodzieży, nad jej cynizmem i rozwydrzeniem seksualnym. W tomie II tej Encyklopedii znajdujemy (s. 217) notatkę

– 0 tym, iż już w XVIII w. „Monitor” ubolewał i „za powód wyniszczenia sił młodzieży podawał wielką liczbę kobiet niemoralnych”. W tomie III (s. 25) jest całe hasło odrębne poświęcone „cynizmowi” młodzieży, w którym między innymi czytamy: „[…] Nieumiejętność ze strony rodziców stopniowego przejścia od władzy zupełnej do usamowolnienia sprawia, że dziecko rozwinąwszy się i znalazłszy poza domem odpowiednie ku temu pobudki, zaczyna samo zrzucać z siebie krępujące je więzy

– 1 używać swobody, nie nauczywszy się jeszcze rozumnie z niej korzystać. Takie nagłe wysunięcie się spod władzy tolerowane jako konieczność przez rodziców bardzo łatwo prowadzi do wyuzdania, którego jedną z form jest cynizm”.

Nie tylko opis, ale i diagnostyka (pomijając styl archaiczny) wydają się żywcem zaczerpnięte ze współczesnej krytycznej publikacji o postawach młodzieży. Może jednak te utyskiwania i narzekania na stan moralny młodzieży końca XIX w. w Polsce nie miały żadnego innego pokrycia oprócz nadmiernego rygoryzmu moralnego oceniających? Przeczą temu opinie ferowane w tym czasie, oparte na pierwszych, podejmowanych za przykładem Zachodu, empirycznych badaniach stanu obyczajów i praktyki seksualnej. Dysponujemy w tym zakresie wynikami badań Zdzisława Kowalskiego z 1898 r., przeprowadzonych na studentach Uniwersytetu Warszawskiego, oraz Izy Moszczeńskiej (1903), przeprowadzonych na studentach Politechniki Warszawskiej. Oba badania miały charakter sondażowy i objęły w przypadku Kowalskiego 300 studentów, w ankiecie Moszczeńskiej 140 studentów. Zrelacjonujemy pokrótce wyniki tych najwcześniejszych ankiet i główne wnioski wysnuwane przez autorów.

Podstawowym problemem interesującym zarówno Kowalskiego, jak i Moszczeńską było ustalenie odsetka młodzieży, która utrzymywała przedmałżeńskie stosunki płciowe. W ankiecie Kowalskiego (1901) okazało się, że 84% badanych studentów rozpoczęło życie płciowe z kobietami w okresie szkolnym i studenckim, w broszurze Moszczeńskiej (1903) odsetek ten był mniejszy, ale wynosił 67,9%. Ponadto ankieta wykazała, że 46,4% ogółu zbadanych wcześniej lub później, dłużej lub krócej oddawało się onanizmowi.

Nie mniej ciekawe są dane o wieku, w którym dokonywała się inicjacja seksualna zbadanych studentów. Pierwsze doświadczenia seksualne (według Moszczeńskiej) w postaci stosunków z kobietami miało: w wieku poniżej 14 lat – 7 studentów, 14 lat – 4, 15 lat – 7, 16 lat – 7, 17 lat – 14, 18 lat -12, 19 lat -13, 20 lat -4, 21 lat -5, 22 lata -3, 23 lata – 2, nie podało wieku – 17. „Większość zatem – konkluduje autorka – bo 51, zaczęła życie płciowe między 15 a 19 rokiem życia” (s. 42). Bardzo ciekawa jest informacja, że 22 studentów zostało „uwiedzionych” przez służące, 10 studentów poznało tajniki płci dzięki bonom, guwernantkom i damom z towarzystwa, 18 studentów wymieniło prostytutki („rogówki” i z domów publicznych) i spośród 95 osób, które rozpoczęły życie płciowe, tylko 1 podała, że „zgrzeszyła pod wpływem miłości z osobą kochaną”.

Przerażające dane podaje autorka na temat rozprzestrzenienia chorób wenerycznych. „Na choroby weneryczne cierpiało w gimnazjum 21 studentów, z tych 3 po kilka razy w uniwersytecie 27 (a z tych 10 po kilka razy) i w gimnazjum, i na uniwersytecie – 9. Ogółem chorowało lub choruje 41% tych, co rozpoczęli życie płciowe”. Jest rzeczą znamienną, że w badaniach Kowalskiego odsetek studentów, którzy po rozpoczęciu życia płciowego przechodzili choroby weneryczne, wynosił tyleż samo, bo 40,3% zbadanych.

A oto rozrzut odpowiedzi według wieku osobników „niewinnych”, którzy nie rozpoczęli jeszcze życia płciowego (według Moszczeńskiej): 25 lat – 1 student, 24 lata – 3, 23 lata – 7, 22 lata – 10, 21 lat – 10, 20 lat – 7, 19 lat – 1, 18 lat – 1, nie podało wieku 4. Ciekawe są również motywy zachowywania wstrzemięźliwości podane przez studentów „niewinnych”: względy etyczne – podały 32 osoby, religijne – 8 osób, estetyczne – 6 osób, wpływ rodziców — 6 osób, wpływ książek – 3 osoby, wzgląd na skutki – 7 osób, wzgląd na zdrowie przyszłej rodziny – 4 osoby, brak pieniędzy 1 osoba, wstręt do prostytutek – 7 osób.

Wspomnijmy jeszcze jako o przyczynku do charakterystyki epoki, że zarówno w badaniach Kowalskiego, jak i Moszczeńskiej liczba abstynentów alkoholowych wynosiła w obu próbach zaledwie 22%.

We wstępie do swej pracy Moszczeńską wyraźnie pisze, że „zaledwie od lat kilku wszczął się u nas pewien ruch dążący do zreformowania ży- cia moralnego w ogóle, a wychowania moralnego młodzieży w szczególności”. Opis stanu moralności seksualnej dokonany przez Moszczeńską zaprzecza sielankowym obrazom, jakie początkowi XX w. przypisują krytycy obecnej rzeczywistości. Iza Moszczeńską pisze: „Fala zepsucia spływająca z wyżyn społecznych w niziny – wzmaga się – wzbiera i sięga na powrót tam, skąd wyszła szerząc zniszczenie”. Autorka wykazuje olbrzymi rozkwit prostytucji, zalew pornograficznych pocztówek, piosenek, kalendarzyków, półpornografii w czasopismach, których zwalczyć pedagodzy nie są w stanie.

Zastanawiając się nad przełomowym wiekiem, po którym najczęściej młodzi chłopcy rozpoczynali życie płciowe, Kowalski konkluduje na podstawie wyników swoich badań: „Przełomowym wiekiem więc jest u nas rok 18, kiedy jeszcze do dojrzałości i pełnego rozwoju organizmu daleko”. W związku z czym Kowalski opowiada się za inicjacją (oczywiście wyłącznie w małżeństwie) dla mężczyzn nie wcześniej jak w 25 roku życia, dla kobiet w 20. Jak wygórowane były to wymagania na tle przez niego samego ujawnionej praktyki rzeczywistej, nie trzeba dodawać.

Bardzo interesujący jest opis moralności społecznej, jaki daje Kowalski, wykraczając poza krąg badanych przez siebie studentów. Liczba prostytutek „urzędowych” w Warszawie wynosiła, według raportów poli- . cyjnych cytowanych przez Kowalskiego, od 1000 do 1200. Warto przypomnieć, iż Warszawa w roku 1897 liczyła 601 408 mieszkańców, czyli dokładnie dwukrotnie mniej niż dzisiaj, podczas gdy liczba zarejestrowanych milicyjnie (choć „nie uznanych urzędowo”) prostytutek wynosi dzisiaj niewiele więcej niż przed 80 laty!

Ileż również analogii do sytuacji dzisiejszej znajdziemy w następujących stwierdzeniach młodego lekarza z roku 1901: „W naszych społeczeństwach prostytutki dzielą się na urzędowe, czyli jawne, i potajemne. Urzędowe zameldowane są w policji jako osoby trudniące się tym procederem i podlegają pewnym przepisom. Przebywają one bądź w domach publicznych, w domach rozpusty, bądź mieszkają osobno i na ulicy proponują przechodniom swoje usługi. Nie mniej od jawnych rozpowszechniona jest prostytucja potajemna. Oddają się jej przy tym kobiety zajmujące się czym innym: kelnerki, służące, pracownice wszelkiego rodzaju, wreszcie osoby uprawiające «wolną miłość», utrzymańki itd.”

Wystarczy przejść dzielnice, zamieszkane przez uboższe warstwy robotników i wyrobników: wszędzie spotkamy wyzywające spojrzenia niedorosłych jeszcze dziewcząt, warunki, w jakich one wzrosły, uczyniły je prostytutkami jeszcze przed ich upadkiem (…) Pod względem uwodzenia dziewcząt wina jednakowa spada na mężczyzn sfer wyższych, inteligencji i mężczyzn sfer niższych” (s. 30). „[…] Doszło do tego, że objawy niemoralności płciowej starszych, a co gorsza i młodszych męż- czyzn znajdują pełną tolerancję. Tego rodzaju tolerancja pociąga za sobą dwie etyki w dziedzinie stosunków płciowych. Mężczyzna nie krępujący się niczym – przyzwyczajony widzieć w kobiecie nade wszystko narzędzie do zaspokojenia swych popędów płciowych – wymaga jednak od niej czystości i wstrzemięźliwości, jak gdyby te cnoty jego nie obowiązywały” (s. 31). Jeżeli mamy prawo powiedzieć, że nie ma prawie mężczyzn, którzy by przed wstąpieniem w związki małżeńskie hołdowali zasadzie wstrzemięźliwości i skromności, to z obawą spojrzeć musimy na stan moralności u kobiet naszej sfery – bo sfery niższe, powiadam, pomijamy. Otóż w pewnych kołach towarzyskich i warstwach moralność kobiet idzie szlakiem utartym przez etykę płciową mężczyzn. Szkoda wielka, że nie ma i być nie może statystyki, która dotknęłaby tego właśnie przedmiotu. […] Oczywiście zepsucie moralne wśród kobiet zabiera daleko mniejszy procent ofiar niż wśród mężczyzn – lecz że w pewnych kółkach istnieje, o tym tylko naiwni wątpić mogą. […] W dziedzinie życia płciowego znajdujemy szereg objawów, o których, chociaż są wstrętne, dla uzupełnienia wspomnieć musimy. Bywają wypadki, gdzie kobieta nie chcąc mieć potomstwa, używa różnych środków zacierających następstwa stosunku płciowego. Tego rodzaju środki są praktykowane w pewnej odsetce małżeństw”. ‚

Stosowanie środków antykoncepcyjnych autor nazywa „prostytucją małżeńską” i „denaturowaniem życia płciowego”, potępia zarówno coitus interruptus, jak i prezerwatywy, płukania i przerywanie ciąży. Z problemów etycznych autor omawia również problem wierności, twierdząc, że w warstwach niższych nieraz w ogóle nie żąda się wierności i czystości przedślubnej, że te wymogi są wytworem warstw „wyższych, a więc kulturalniejszych i bardziej uduchowionych”.

Wydaje się, że przytoczenie tych wyjątków ocen i opinii Izy Moszczeń- skiej i Zdzisława Kowalskiego sprzed lat 80 bez mała daje wszelkie podstawy do twierdzenia, że w tak często idealizowanej z odległości historycznej epoce „solidnej mieszczańskości” i „trwałych zasad moralnych” zostały ukazane na bazie badań empirycznych w komplecie prawie wszystkie zjawiska, które dzisiaj dla wielu stają się powodem do alarmistycznych wołań o seksplozji, w bynajmniej nie tak bardzo różnych od współczesnych rozmiarach społecznych.

Gdyby zestawić wyniki badań cytowanego wyżej Kowalskiego z wynikami badań przeprowadzonych w tym samym czasie przez T, Łazowskiego i K. Siwickiego (1906) na studentach Uniwersytetu Warszawskiego, to rezultat okazałby się uderzająco podobny.

Według wyników obu badań, ponad 80°/o tych, którzy rozpoczęli życie płciowe, przekroczyło próg inicjacji seksualnej jeszcze będąc uczniami szkoły średniej. Ponieważ zaś, jak wiadomo z badań socjologicznych, zjawiska seksualne są negatywnie skorelowane z poziomem wykształcenia i kultury ludzi, można zasadnie przyjąć, iż stan praktyki seksualnej młodzieży niestudenckiej („z warstw niższych” – jak piszą autorzy XIX- wieczni) mógł być z punktu widzenia etyki tradycyjnej tylko gorszy, a nie lepszy od odmalowanego w świetle omawianych badań.

Leave a Reply

Archiwa